Przez ostatnie kilka miesięcy miałem problem z umówieniem się na sesję. Pisałem do kilku modelek, ale odzew był mizerny - wręcz żaden. Stwierdziłem więc, że może czas zmienić swój target jeśli chodzi o osoby fotografowane.
Przedstawiam Wam Mango, psa mojego znajomego. Przypomina mi on Piszczałkę z filmu "Przyjaciel wesołego diabła", a przynajmniej tak mi się skojarzył. Jest to niesamowicie żywiołowy pies, na którego mam wrażenie moja osoba wpływa jak płachta na byka. Na mój widok dostaje on pozytywnego szału i entuzjastycznie łapie mnie zębami za wszystko co się da. Można powiedzieć, że jest to bardzo intensywna dogoterapia, chociaż często wychodzę z niej z uszczerbkiem na ciele ;)
Zafascynowany profesjonalnymi studyjnymi zdjęciami psów jakie widziałem w sieci postanowiłem spróbować swoich sił w tej dziedzinie. Nie było łatwo. Nie jest to pies wytresowany. Mój kolega przy pomocy smaczków dwoił się i troił by chociaż na chwilę unieruchomić swojego pupila, tak abym mógł uchwycić odpowiednie ujęcie. Jak na warunki dalece odbiegające od studyjnych efekt tej sesji jest dla mnie wielce zadowalający. Ale nie musicie się martwić, nie porzuciłem portretów. Czasami warto zrobić coś innego by nabrać dystansu i odpowiedniej perspektywy. Kolejne sesje portretowe już niebawem.