Kiedy bywam w różnych miejscach pojawiają się pomysły na wykorzystanie danej lokalizacji do sesji fotograficznej. Bywa i tak, że akurat w danym momencie chciałbym mieć pod ręką aparat i modelkę (model rozkładany ;), bo wiem, że miejsce czy światło zagrałoby niesamowicie na zdjęciu. No ale nie można mieć wszystkiego szczególnie uprawiając sport, albo mknąc samochodem. Tak było i tym razem.
Mimo iż wiosna zaczęła już mocno wkraczać na salony i bazie pojawiły się na wierzbach to znalazłem miejsce, które bardziej pasowało do jesiennego klimatu. Ale czy to komu przeszkadza? Żanecie na pewno nie. Krótka wiadomość. Synchronizacja grafików. I sesja umówiona. Miałem nadzieję na pochmurną pogodę i łagodne światło, które wydobędzie niesamowitą żółć zeszłorocznej trawy. Ale trafiło się dosyć ostre światło zachodzącego słońca. Z początku było trudno Żanecie pozować. Wiele łez wywołanych przez oślepiające promienie słoneczne zostało uronionych. Nie przeszkodziło to jednak w uchwyceniu fajnych kadrów.